lewy_sp
Dzielnica
Ślizgawka
Bar "Fawory"
Tu się zaczeło...
Powstanie Warszawskie
Hala Targowa na Żoliborzu
Ks. Zygmunt Trószyński
"ALKAZAR"
Chomiczówka
Fuszerka urbanistów
na Żoliborzu
Republika Żoliborska
... jest taka dzielnica
w Warszawie
Autobus 116
 
bar "Fawory"
Wojciech Olpiński
 
Bar "Fawory" był jednym z trzech barów - restauracji w tak zwanym trójkącie śmierci. Na początku trasy był "Balaton". Przy rogu Mickiewicza i Krajewskiego. Tam otwierano już o 8-mej. I od tej godziny można się było wprowadzić w stan nieważkości. Następnie w kierunku Wisły był bar "Fawory". Na rogu Mickiewicza i Mierosławskiego. To była najbardziej znana mordownia Starego Żoliborza. Na końcu trasy była restauracja i bar Kosmos... Tam już się orbitowało...
"Fawory" był otwierany o 9-tej. Jedna sala z wąskimi stołami barowymi z piaskowca. I w rogu parę stolików dla gości, którzy już nie mogli ustać…W barze piło się głównie wódkę. Nalewana do pięćdziesiątek, chyba, że ktoś zażyczył inaczej. Od czasu do czasu bywało piwo. Zawsze gwar i tak nakopcone papierochami, że można było powiesić siekierę. Wódka była sprzedawana oczywiście tylko do zakąski. A zakąski to głównie serek i śledzik... Najczęściej się tego nie jadło. Wędkarze nadwiślańscy przynosili do baru złowione przy burzowcu na Spójni leszcze. Z tych leszczy pachnących świeżym fenolem (tak zwane fenolówki) kucharki w "Faworym" robiły zakąski. I miały na tym dodatkowy zarobek, bo zakąska była obowiązkowa! Oczywiście piło się tez wódkę przynoszoną z zewnątrz, na przykład kupioną w Delikatesach na pl. Wilsona. W naszym barze gościło zawsze stałe towarzystwo. Najczęściej to byli chłopcy z Krajewskiego, z Szaberplacu (to placyk na końcu Alei Wojska Polskiego, pod Cytadelą) i okolicznych domów.
Bar się zapełniał w dni wypłat największych żoliborskich pracodawców, jakimi były wtedy Huta Warszawa i niedaleka autobusowa na Inflanckiej. I w te dni wypłat w "Faworym" było najwięcej złodziejaszków. Stojąc przy stołach barowych obserwowali jak ktoś zamawia wódę i widzieli, jakie pieniądze wyciąga i ile. I potem najczęściej po wyjściu z baru w pobliskim parku Żeromskiego cios w głowę i szybka zmiana właściciela wypłaty… Mój kolega stracił tam kiedyś buty kupione na kartki. Po prostu jak się upił, to ktoś zdjął mu nowe buty i w skarpetkach wrócił do domu. Tak cenne były kiedyś zwykłe buty. Jak Izba Wytrzeźwień na Kolskiej była pusta, to policyjna buda podjeżdżała do "Faworego" i już miała pacjentów. Jak ich milicja nie oskubała w budzie to zrobili to na Kolskiej.
Wędkarze nadwiślańscy często tu zakrapiali. Pamiętam jak swojemu już podpitemu koledze wkroili do tatara pozostałe z wędkowania rosówki. Faktycznie nic nie było widać! Gość zjadł. Niepotrzebnie potem mu o tym powiedzieli. Kolega wędkarz zarzygał cały bar "Fawory". Taki to był ten bar. Najtłoczniejszy był w czasach jak wódka była na kartki. Bo tam chlało się każdą ilość bez kartek. I był otwarty od 9. A alkohol w tedy w sklepach można było kupić od 11-tej, a potem od 13-tej. "Fawory" kwitł i okoliczne mety na Szaberplacu kwitły. I komu to przeszkadzało? - jak kiedyś powiedział znakomity satyryk Janek Pietrzak. Teraz jak wódka, piwo, wino jest dostępne prawie wszędzie cała dobę, to taki bar nie miałby chyba podstaw do istnienia.

Wraca gość podcięty Placem Wilsona. Drugi idzie naprzeciwko się pyta:
- Marek gdzieś tak się z rana ugotował?
- Jak kto gdzie? W "Faworym"!
Po likwidacji baru "Fawory" była tam kawiarnia "Fawory", ale nie cieszyła się uznaniem. Było bardzo drogo. Nawet kiedyś słyszałem w radio, jak mówili, że tu jest najdroższa kawa w Warszawie. Droższa niż w Hotelu Victoria, który był wtedy wyznacznikiem luksusu.

A teraz jest klinika medyczna, oczywiście prywatna.