| |
| Fuszerka urbanistów na Marymoncie |
|
Przemysław M. Burkiewicz
|
| |
W XVI wieku była tu wieś Pólków. Sto lat później Jan Sobieski wybudował dla ukochanej żony Marysieńki letni pałacyk. Usytuowany był on na wzgórzu, skąd był piękny widok na rzeczkę Rudawkę, Wisłę oraz prastary Las Bielański. Folwark ochrzczony został Marymont (francuskie Mary - Maria, Mount - Góra). Wzdłuż Rudawki powstawały liczne tartaki i wiatraki. W jednym z nich po porwaniu przez konfederatów barskich nocował król Stanisław August Poniatowski.
W czasie zaborów na wzgórzu żoliborskim wzniesiono Cytadelę - największy ośrodek wojskowy w Warszawie i okolicach. Staromiejskie plotki głoszą, iż piwnice Cytadeli połączone są podziemnym tunelem z fortyfikacjami modlińskimi. Czy tak jest naprawdę - tego nie wie nikt. Terytoria wokół Cytadeli zajmowały baraki i łaźnie dla wojskowych. Ze starych planów odczytujemy nazwę ostatniej, najdłużej trzymającej się kolonii: Powonzkowskoje Letnoje Baraki. Coś podobnego, ale zdecydowanie wyższej klasy, znajdowało się na Marymoncie. Folwark znanego fabrykanta rękawiczek Grossego, zwany Grossowem, otaczały dacze oficerów. Drewniane, z werandami i kipiącymi od zieleni ogrodami były piękne, co wojskowi opisywali nadając nazwy posesjom: Ujutnyj Marymont, Osada Ujutna. Północna część Potoku została już w końcu XIX wieku wykupiona przez fabrykanta Ewansa i zagospodarowana na kolonię. Pojawiły się następne nazwy: Kępa Majoracka, Majorat Ruda (Ruda Majoracka), Ruda Ewansa, Potok, Kaskada, Dołek Słodowiecki. Jak mówi mi mjr Ryszard Zysek, ostatni żyjący oficer 36 Pułku Piechoty Legii Akademickiej na Pradze, w stawach przy farbiarni Kellera mieszkańcy Marymontu łowili całkiem dorodne karasie.
Około 1910 roku dawne włości poparcelowano. Pomiędzy posesjami wytyczona została sieć uliczna z własnymi nazwami. Działki kupowano chętnie. Pierwszymi nabywcami byli Józef Knap (Knapówka), Apolonia Greczyńska (willa Apolinek) i Andrzej Rynkiewicz (Rynkiewiczówka). W rejonie późniejszych ulic: Ryskiej, Niesieckiego i Skrzelewskiej chwalono sobie usługi blacharsko-lakiernicze Juliana Paczewskiego W 1916 roku gubernator von Bessler Marymont przyłączył do Wielkiej Warszawy. Nazwy ulic uległy nagłej zmianie. Stare, tradycyjne - jak Leśna, Prosta czy Wielka - znikły. Nazewnictwo marymonckie odchyliło się o 180 stopni; tak wspominał to Jerzy Kasprzycki: "Już po wojnie, około roku 1960, przechadzałem się tymi ulicami o charakterze rzemieślniczym z licznymi sklepikami i warsztatami. Na emaliowanych tabliczkach stołecznego, przedwojennego kroju odczytywałem nazwy, które nie pozwalały mi wątpić dokąd trafiłem: Jana III, Leszczyńskiego, Heweliusza, Kołobrzeska, Warszawska, Szlachecka, Wiedeńska. To mógł być tylko Marymont Sobieskich!". Moja babcia Hanna Porębska wspomina, iż tabliczki nazewnicze miały białe tło i ciemnogranatowe litery. Cała tabliczka otoczona była również ozdobną emaliowaną ramką.
Jedną z takich ulic była Barszczewska. W 1930 roku wystawiony tu został bardzo porządny dom ks. Kowalczyka. Willowa kamienica pod nr 8 (róg ul. Smoszewskiej) miała bardzo bogate wyposażenie. Kuta z żelaza brama zdradzała zamożność właściciela. Na pierwszym piętrze znajdował się dość obszerny balkon z ozdobną balustradą. Uwagę przykuwał nowobogacki ryzalit elegancko boniowany w narożniku. Instalacje elektryczne były w wyposażeniu budynku od samego początku. W zachwyt wprawiała kanalizacja i krany w kuchni i łazience mieszkania księdza. Oznakami staroświeckiego budownictwa były kuchnie węglowe i naftowa lampa z wyciętym w blasze numerem posesji oraz ulicą, zawieszony od frontu. Ponadto zainwestowano także w piwnice i składzik węgla, który wyłożony był drewnianą klepką.
W czasie wojny zbombardowana została kamienica nr 3, u zbiegu ulicy Kamedułów. Nie znany jest mi jej wygląd. Jednak już około 1947 roku zaczął wyrastać tu skromny domek szewca Jana Patera, urodzonego w 1904 roku na Marymoncie. Pater wykorzystał rozsypane po okolicy cegły i wybudował sympatyczny domek. Od strony frontu na odległości ok. 10 m. od ulicy fasada pokryta była masą mineralną. W poziomie parteru były trzy okna, zaś na strychu - mała facjatka. Budynek składał się na dwie izby i kuchnię. Podwórko było wybetonowane- była to pozostałość po kamienicy. Przez środek wiódł rynsztok do ulicznego spływu. Ciekawostką jest, iż dzielnicowy z XXVI komisariatu kazał pielić uliczny rynsztok. Kto tego nie robił - dostawał mandat.
Uwagę zwracała część posesji od wschodu. Był to grunt pozostały po domu nr 1, rozebranym jeszcze przed wojną. Na wolnej ziemi małżonka Jana Patera - Janina - zorganizowała podwórkowy ogródek. Z uwagi na to, iż ogródek pani Janiny był od ulicy odgrodzony siatką, przechodnie bez oporu mogli podziwiać kolorowe rabatki. Dom, impregnowany gdzieniegdzie drewnem, nie należał do luksusowych. Nie było wodociągu ani kanalizacji. Toteż jako jeden z pierwszych miał iść do rozbiórki, mimo iż stan techniczny był całkiem niezły.
W latach 70 przystąpiono do likwidacji całej dzielnicy na rzecz budowy jałowego blokowiska według projektu Zdzisława Łuszczyńskiego. Wewnątrz osiedla zwanego dziś Potokiem przetrwał dom Smoszewska 9, zamieniony w administrację. Cała nieparzysta pierzeja ulicy Barszczewskiej miała również runąć pod kilofami, by dać grunt pod budowę kolejnych bloków. Ocalała tylko kamienica nr 19 rodziny Małkowskich, gdzie przez lata istniał dość dobrze zaopatrzony sklep spożywczy. Zachowano także bruk na ulicy. Jedynym wyznacznikiem posesji nr 3, która zarasta brudem i krzakami, jest podjazd bramny w chodniku. Wielkim błędem architektów była likwidacja zabudowy jednorodzinnej wzdłuż Barszczewskiej. Teraz Osiedle nie ma praktycznie w ogóle charakteru.
|
|
|
|
|
|