| |
| Republika Żoliborska |
wyszukała i opracowała: Santakasia
|
Powstanie na Żoliborzu miało dosyć łagodny przebieg. Powstańcy w pierwszych dniach Powstania opanowali stosunkowo duży teren, którego Niemcy nie starali się odzyskać. Można wyróżnić dwa dosyć długie okresy względnego spokoju, wolne od większych działań zbrojnych: pierwszy od 7 sierpnia do 20 sierpnia, drugi od 22 sierpnia do 14 września (szczegóły: patrz kalendarium). Mieszkańcy dzielnicy i Powstańcy prowadzili w miarę ustabilizowane życie codzienne. Z tego powodu Żoliborz nazywany był często "Republiką Żoliborską". |
 |
|
Wspomnienia Zdzisława Sierpińskiego, żołnierza zgrupowania "Żniwiarz" (w: Dni walczącej Stolicy. Kronika Powstania Warszawskiego, Władysław Bartoszewski, Warszawa 2004, s. 315-316)
|
Żoliborz w okresie Powstania Warszawskiego był szczególną dzielnicą. Bardzo często, gdybyśmy zajrzeli do wspomnień, w których pisze się o Żoliborzu z okresu Powstania, często napotkalibyśmy tytuły, sformułowania, powiedzenia "Republika Żoliborska". Dlaczego? Otóż, o ile w innych dzielnicach oddziały polskie i niemieckie były wymieszane, fragmenty ulic miały podwójnych właścicieli, czasami domy nawet miały podwójnych właścicieli i walki toczyły się w jednym domu, to Żoliborz był właściwie jakąś wielką enklawą: Cytadela-Dworzec Gdański, potem szkoła Poniatowskiego, następnie Straż Pożarna, zakłady "Opla", cały brzeg Wisły - i znów do Cytadeli.
W środku przez cały czas Powstania jeździły karetki pogotowia, gońcy jeździli na rowerach bądź motocyklach, działały wszystkie normalne władze, które z podziemia wyszły na zewnątrz. Byli krawcy wojskowi, którzy szyli i reperowali mundury, byli szewcy, którzy zelowali wojskowe buty, były przydziały żywności. To wszystko było zorganizowane nie systemem kartkowym jak dzisiaj, ale w każdym razie przydziałami, które służyły przede wszystkim wojsku. Była intendentura i oddziały pełniące funkcje policyjne, bo przecież zdarzały się takie przypadki, że w rozbitych domach zawsze znalazła się jedna czy druga osoba, która usiłowała coś przy tej okazji zwędzić. Oddziały służby wewnętrznej nawet aresztowały, przetrzymywały, karały za tego rodzaju postępowanie.
Po prostu była to prawdziwa żoliborska republika, działająca tak, jak kawałek w pełni wolnego miasta ze swoimi władzami wojskowymi, cywilnymi, samorządem, który pilnował, żeby odpowiednia liczba ludzi była kierowana do prac fortyfikacyjnych, do budowania okopów. (...)
Tak, to było specjalne życie w tej republice żoliborskiej, w której nawet odbywały się koncerty i wieczory artystyczne. Pamiętam, że nawet bawiłem się w konferansjera na jednym z koncertów - był taki okres w sierpniu, kiedy nagle prawie nie było walk, nie pociągały za sobą tylu ofiar i miało się ochotę pójść na taki koncert. To miało zresztą dla ludzi znaczenie. Im było najtrudniej,, siedzieli w piwnicy, im wszystkiego brakowało, a nie mieli tego ekwiwalenty, jaki my myśmy mieli, bo my walczyliśmy z Niemcami."
|
|
|
|
|
|